Warto obejrzeć: " Heli ", reż. Amat Escalante, Meksyk, Francja, Niemcy, Holandia 2013, 105 min

Estela ma 12 lat i właśnie szaleńczo zakochała się w młodym uczniu szkoły policyjnej, który chce, żeby razem uciekli i wzięli ślub. Jej rodzina będzie musiała stawić czoła panującej wokół przemocy, aby doprowadzić do tego, żeby marzenie nastolatków się spełniło.

HELI
TYTUŁ ORYGINALNY: Heli
 
Film zdobył Nagroda za Najlepszą Reżyserię na MFF w Cannes.

Produkcja: Meksyk, Francja, Niemcy, Holandia 2013
Gatunek: dramat
Czas : 105 min.

TWÓRCY

Reżyseria: Amat Escalante
Scenariusz: Amat Escalante, Gabriel Reyes
Dźwięk: Catriel Vildosola
Montaż: Natalia Lopez
Scenografia: Daniela Schneider
Produkcja: Mantarraya i Tres Tunas
Producent: Jaime Romandia
Koproducenci: Amat Escalante, Carlos Reygadas, Titus Kreyenberg


W rolach głównych:
Armando Espitia
Andrea Vergara
Linda Gonzalez
Juan Eduardo Palacios


Festiwale:
2013 MFF w Cannes – Wygrana: Najlepszy Reżyser: Amat Escalante
2013 MFF w Cannes – Nominacja: Złota Palma: Udział w Konkursie Głównym: Amat Escalante
2013 MFF w Monachium – Wygrana: Nagroda dla Najlepszego Filmu Zagranicznego
2013 MFF w Moskwie – Sekcja: Poza Konkursem
2013 MFF ArtFilmFest w Trenčanskich Teplicach – Sekcja: Konkurs Międzynarodowy
2013 MFF w Karlovych Varach – Sekcja: Horyzonty
2013 MFF T-Mobile Nowe Horyzonty we Wrocławiu – Sekcja: Panorama
2013 MFF Transatlantyk w Poznaniu – Sekcja: Panorama
2013 – MFF w Limie – Wygrana: Nagroda Jury dla Najlepszego Filmu
2013 MFF w San Sebastian – Sekcja: Latin Horizons
2013 BFI London Film Festival – Sekcja: Thrill

 



Prasa o filmie:

"(...) 13-latka jak najszybciej pragnie wyrwać się spod kurateli rodziny i rozpocząć dorosłe życie. Jej wybranek odbywa służbę wojskową w jednostce specjalnej zajmującej się likwidacją gangów narkotykowych. Piekło, które oboje przejdą uświadomią jej, że dzieciństwo choćby nie wiadomo jak nieszczęśliwe i ubogie jest rajem w porównaniu z tym, co człowieka spotyka później. Pospieszne odcięcie pępowiny rani najbardziej." Janusz Wróblewski, "Polityka"

"Mimo dziwnych podejrzeń, że mamy do czynienia z filmem w jakiś sposób cynicznym, obliczonym na szokujący efekt, nie można zarzucić Escalantemu, że zszedł z drogi przyjętej w swoim debiutanckim Sangre. W Heli podąża ścieżką wyściełaną przez dawno określone przez siebie motywy: kryzysu męskości, rozpaczliwej walki o utrzymanie patriarchatu, zaostrzającej się sytuacji w kraju, w którym każdy próbuje przetrwać na własną rękę i wedle własnego kodeksu moralnego. Jego filmy pokazywało to ostatnie bodaj najwyraźniej pośród współczesnych mistrzów meksykańskiego kina. Pokazywało jednostkę, która nie ma już na co liczyć. Państwo opuściło ją już dawno, znajomi równie dobrze mogą być zdrajcami, sąsiedzi w każdej chwili mogą jej obciąć głowę pod wpływem najgłupszego impulsu. Escalante boleje nad narodem, który z każdym rokiem coraz bardziej zbliża się do bycia jednym wielkim gangiem, jedną wielką mafią. To, czy Meksyk już ten stan osiągnął, czy stoi na krawędzi zaledwie milimetr od niego, pozostaje w „Heli” zawieszonym pytaniem, ale sam film wstrząsa. Zwłaszcza w porównaniu z obserwacjami na powyższe tematy snutymi przez meksykańskie kino ostatnich lat. Przy Heli widać niczym na dłoni, jak bardzo stan upadku kraju się pogłębił i zaostrzył, choćby od tego czasu, kiedy tu, w Cannes, Carlos Reygadas pokazywał Post tenebras lux." Urszula Lipińska, portalfilmowy.pl

 

WYWIAD Z  AMATEM ESCALANTE

Heli to twój trzeci film, wcześniej nakręciłeś Krew (2005) i Los Bastardos (2008). Razem tworzą one coś na kształt trylogii opowiadającej o współczesnym społeczeństwie meksykańskim. Taki był twój zamiar?

To nie była świadoma decyzja, choć oczywiście można zauważyć podobieństwa pomiędzy tymi filmami. Każdy z nich mniej lub bardziej bezpośrednio dotyczy wpływu Stanów Zjednoczonych na meksykańską kulturę. Krew pokazywała perwersyjną stronę globalizacji, to, w jaki sposób duch Ameryki przenika wszystko: telewizję, zwyczaje kulinarne i tak dalej. W Los Bastardos pokazałem dwóch Meksykanów, którzy przedostają się nielegalnie do USA, gdzie stosują przemoc, a nawet posuwają się do morderstw.
Heli dzieje się w miejscowości podobnej do tej, w jakiej się wychowałem: Guanajuato, oddalonej o pięć godzin jazdy samochodem od miasta Meksyk. General Motors wybudował tam fabrykę samochodów, a ludzie przeprowadzili się w pobliże, żeby nie dojeżdżać do pracy. Spowodowało to szybką budowę dużej ilości domów, nad którą nie było żadnej kontroli. Zmienił się miejscowy ekosystem, przekształceniu uległy atmosfera i krajobraz.
Całe to wydarzenie stanowi tło Heli, obecność przemysłu samochodowego wpływa na opowiadaną przeze mnie historię.
Moja matka jest Amerykanką, a ojciec Meksykaninem, nic dziwnego, że wzajemny wpływ tych dwóch krajów znajduje się w centrum mojego zainteresowania.

Twoje obserwacje dotyczące kontekstu społecznego i opisywanych miejsc są bardzo precyzyjne. Czy twoim celem jest robienie realistycznych filmów o ojczyźnie?

Chcę przekazać widzom pewną wiadomość, a nie stawiać tezy. Jako reżyser staram się wykreować atmosferę, to jest moja największa obsesja. Ponieważ sam nie przeżyłem tego, co moi bohaterowie, jestem zdany na wyobraźnię. W ogóle bardziej interesuje mnie psychologia niż fakty, zastanawiam się, co czuje człowiek żyjący w atmosferze ciągłego lęku, nieustannej przemocy.  Pokazuję ludzi, którzy muszą sobie radzić z napięciem, zagrożeniem. Opowiadam o rzeczach ekstremalnych, ale taki jest Meksyk. W tym kraju strach jest wszechobecny, przemoc dotyczy wszystkich, nawet jeśli w danej chwili jej nie widać, to ciągle się tli, czeka w ukryciu.

Jaka jest geneza opowiadanej przez ciebie historii? Skąd pomysł na sfilmowanie rodziny, której niewinność ginie pod naporem demoralizacji?

Razem ze współscenarzystą Gabrielem Reyesem postanowiliśmy, że opowiemy o rodzinie, która przeprowadza się w pobliże fabryki samochodów i próbuje zaadaptować się do nowych warunków. Wcześniej zdecydowaliśmy, że nakręcimy film o tej właśnie okolicy. W poszukiwaniu ciekawych wątków czytaliśmy gazety, oglądaliśmy wiadomości telewizyjne i próbowaliśmy połączyć opowiedziane tam historie w jedną całość.
Tematy takie jak przemoc czy narkotyki są relacjonowane przez media bez jakichkolwiek ograniczeń, są one częścią meksykańskiej rzeczywistości. Gazety i telewizja pokazują ludzi z obciętymi głowami, powieszonych czy pokaleczonych.

Czy masz coś wspólnego z głównym bohaterem twojego filmu?

Jak już wspomniałem, nic takiego mi się nie przydarzyło, mimo że wychowałem się w podobnym miejscu.
Moi rodzice rozwiedli się, kiedy byłem mały. Ojciec jest malarzem i muzykiem, ale potrafi też zrobić sam wszystko w domu. Pomaga mi podczas kręcenia filmów, na przykład przy konstruowaniu szyn dla ruchomej kamery. Matka pracuje obecnie jako socjolog na uniwersytecie.
W filmie nie pokazałem co prawda Guanajuato, gdzie się wychowałem, ale niektóre detale, na przykład widoczne w tle góry, kojarzą się z tym miejscem. W filmie obecny jest też pomnik Jezusa, który jest charakterystyczny dla tej miejscowości, podobnie jak góra Głowa Cukru jest charakterystyczna dla Rio de Janeiro.
Region, o którym opowiadam, jest bardzo religijny. Musieliśmy nawet wstrzymać zdjęcia na kilka dni z powodu wizyty papieża. Ta religijność, objawiająca się na przykład zakazem aborcji, jest widoczna w moim filmie. Jej rezultatem jest to, że wiele dziewczyn – podobnie jak bohaterka Heli – wcześnie zostaje matkami. Siedem nastolatek, które dokonały aborcji, zostało skazanych na karę więzienia. Na planie była też prawdziwa matka filmowego dziecka. Miała zaledwie 14 lat.
Chciałem pokazać jak ludzie żyją w tych okolicach, że cała rodzina mieszka w jednym domu, a poszczególne generacje zajmują kolejne kondygnacje. Ja również mieszkam bardzo blisko mojej rodziny. Taka sytuacja jest typowa dla Meksyku. Poczucie wspólnoty jest tam bardzo silne, tym ludziom brakuje jednak intymności.

Powiedziałeś, że twoim celem jest wykreowanie w filmie określonego nastroju. W jaki sposób to osiągasz?

Najważniejsi są aktorzy. Ich twarze, ciała, ruchy kreują określoną atmosferę, decydują o tonie filmu. Aktorzy są wektorem emocji i uczuć reżysera, dlatego tak ważny jest etap castingu. Drugim ważnym czynnikiem są dekoracje i plenery. Dopiero na planie wiem, jak film będzie wyglądał. Etap pisania scenariusza pod tym względem jest dużo bardziej abstrakcyjny.

W związku z tym, co powiedziałeś, moje następne pytanie będzie dotyczyło castingu. Czy wybór aktorów nastręczył ci problemów?

Nie. Jednak znalezienie aktora do roli Heliego trwało długo i było trudne. Nie mogłem się zdecydować, mimo że przetestowałem przynajmniej 3000 osób. Szukałem kogoś, z kim mógłbym się zidentyfikować emocjonalnie, dlatego że włożyłem w tworzenie tej postaci dużo siebie. Nie miałem wyraźnych założeń na temat aktora, chciałem raczej znaleźć osobę, której twarz lub osobowość by do mnie przemawiała. Odrzucanie kolejnych kandydatów było w pewnym sensie testowaniem moich pomysłów, szlifowaniem ich.
Armando Espitia od razu stał się jednym z moich faworytów. Wybrałem go, mówiąc do siebie: „Spróbujmy, zobaczymy, co z tego wyjdzie, inaczej nigdy nie zaczniemy kręcić”. Zawiozłem go do miejsca, gdzie dzieje się akcja filmu, żeby poczuł specyfikę tego regionu. Zamieszkał nawet na pewien czas z miejscową rodziną.
Miał wtedy bardzo jasną karnację i długie włos. Kazałem mu się trochę opalić i ogolić głowę, dopiero gdy to zrobił, nabrałem pewności, że jest odpowiednią osobą do zagrania Heliego.
To typowy dla mnie sposób pracy z aktorami. Dokonując zmian w ich wyglądzie, projektuję na nich swoje wyobrażenia o postaci, którą mają zagrać. Inaczej nie miałbym poczucia, że w danej roli jest coś ze mnie. Ta metoda sprawdza się dużo lepiej w przypadku naturszczyków niż zawodowych aktorów. Jedyną osobą na planie, która miała wcześniej doświadczenie aktorskie, był odtwórca roli ojca.

Imię Heli jest w jakiś sposób znaczące, odwołuje się na przykład do jakiejś mitologii?

Nie. W gazecie przeczytałem historię dziesięcioletniego Heliego, który brał udział w strzelaninie pomiędzy policją i gangsterami. Użyłem jego imienia, ponieważ ten artykuł zrobił na mnie duże wrażenie. Poza tym podoba mi się dźwięczność tego słowa.

Za każdym razem stosujesz tę samą metodę pracy?

Tak. Ponieważ jestem dość chaotyczną osobą, zawsze pracuję ze szczegółowym storyboardem i dokładnym scenariuszem. Podczas kręcenia zdjęć staram się odnaleźć właściwy filmowi rytm i dobra organizacja pracy jest tutaj bardzo pomocna. Punktem wyjścia jest dla mnie to, żeby mieć dokładnie zaplanowane wszystkie ujęcia. Jednak na planie pozwalam sobie na pewne modyfikacje i improwizację. Jeśli mam jakieś nowe pomysły, to je realizuję. Każdy dzień zdjęciowy jest nową przygodą, czasami trzeba z czegoś zrezygnować, żeby dojść do czegoś nowego. Aktorstwo, scenariusz i storyboard to równorzędne elementy filmu, które ulegają transformacji podczas etapu zdjęciowego.

Heli to twój pierwszy film nakręcony kamerą cyfrową. Dlaczego zdecydowałeś się na tę technikę?

W ten sposób mogłem się skupić na pracy z aktorami, a nie martwić się, czy mamy wystarczającą ilość taśmy. Mogłem sobie pozwolić na eksperymenty, na wielokrotne kręcenie poszczególnych ujęć. Czasami może nawet przesadzałem pod tym względem.
Heli jest trudniejszy niż inne moje filmy, jeśli chodzi o ustawienia i ruchy kamery. Wiedziałem, że niektóre sceny będą trudne do nakręcenia, i dlatego zdecydowałem się na poręczniejszą kamerę cyfrową.

Zaskakuje mnie to, co mówisz, bo miałem wrażenie, że reżyserujesz w sposób bardzo bezpośredni, wręcz ekstatyczny.

Mój operator Lorenzo Hagerman ma doświadczenie w pracy przy filmach dokumentalnych, więc wie, jak poradzić sobie bez dodatkowego oświetlenia. Postanowiliśmy jednak, że będziemy pracować z tylko jednym rodzajem obiektywu – 40mm. Tak powstawały filmy Roberta Bressona. Ten rodzaj obiektywu pozwala na uzyskanie obrazu podobnego do tego, który widzi ludzkie oko. Z drugiej strony ogranicza on przestrzeń i utrudnia ruch. Dlatego operator musiał być bardzo skupiony, inaczej kadr nie byłby naturalny.
W przeciwieństwie do moich poprzednich filmów Heli ma strukturę zamkniętą pod względem dramaturgicznym. Dlatego precyzja opowiadania jest tutaj bardzo ważna. Podobnym filmem jest M – Morderca Fritza Langa. W przypadku tamtego dzieła również najważniejsze są zdjęcia i montaż – można oglądać go z wyłączonym dźwiękiem, bo liczy się tak naprawdę tylko wizualność. Na swój skromny sposób chciałem się zbliżyć do ideału, jakim jest dzieło Langa. Zdjęcia w moim filmie pełnią funkcję dramaturgiczną, ale również tworzą nastój i przekazują emocje.

Mówisz teraz na przykład o niemal burleskowym ujęciu czołgu stojącego przed domem?

Tak. Chciałem w nim uzyskać efekt niepokoju, zaburzyć percepcję widza. Nie jest on pewien, czy ma do czynienia z paranoją, czy ze snem. Ta dwuznaczność burzy nieco linearność opowiadania.

Jedna ze scen przedstawia drastyczne tortury. Dlaczego postanowiłeś nakręcić ją w tak dosłowny sposób?

Pokazując przemoc, chcę uświadomić widzom, że ludzie potrafią być naprawdę okrutni. Tego typu zachowania są dla mnie bardzo smutne, ale są częścią rzeczywistości. W Los Bastardos pokazałem człowieka, który żyje w coraz większym napięciu, aż w końcu nie wytrzymuje i strzela. Ci, którzy się w taki sposób zachowują, nie są potworami, to zwykli ludzie, często dzieci. Stosują przemoc, bo są zdesperowani. Podobne zdjęcia i filmy można bez trudu znaleźć w internecie.
Moim celem nie było nakręcenie widowiskowej sceny, chciałem po prostu pokazać rzeczywistość. Kiedy myślimy o porachunkach gangów, przychodzą nam do głowy wąsaci mężczyźni, palący cygara. Ale oni przeważnie płacą dzieciom, żeby wykonały za nich czarną robotę. Chciałem na to zwrócić uwagę meksykańskich widzów.

Takie sceny są twoim zdaniem bardziej fascynujące czy odpychające?

Hitchcock mawiał, że najsilniej oddziałuje to, co niewidoczne. Ja jednak chciałem sprawdzić, jaki efekt uzyskam dosłownością obrazów. Mój film nie opiera się na suspensie. Badam w nim przemoc, zjawisko, którego nigdy nie doświadczyłem osobiście.

Film otwiera bardzo mocna sekwencja, po której następuje długa retrospekcja. Dlaczego zdecydowałeś się na taką strukturę?

Zawsze chciałem zacząć film od ujęcia mostu, z którego zwisa człowiek. W Meksyku taki widok nie jest niczym niezwykłym, gazety ciągle publikują takie zdjęcia. Chciałem najpierw pokazać wisielca, a dopiero potem dodać kontekst, cofnąć się do wydarzeń, które doprowadziły do tej śmierci. Każde powieszenie jest świadectwem ludzkiej tragedii: ktoś niewinny stał się ofiarą wszechobecnej przemocy.
Opowiedzenie tego, co zdarzyło się przed śmiercią powieszonego mężczyzny, było konieczne. Inaczej widzowie pomyśleliby, że sam był sobie winien.




REŻYSER: AMAT ESCALANTE

Filmowiec samouk, wychował się w Guanajuato. Kręceniem filmów zajmuje się odkąd skończył 15 lat. Najpierw wyreżyserował dwa filmy krótkometrażowe, a następnie Krew, która była pokazywana w sekcji Un Certain Regard podczas festiwalu w Cannes (2005). Film dostał wówczas nagrodę krytyków FIPRESCI.
Również jego drugi film – Los Bastardos – pokazywano w Cannes (2008), w tej samej sekcji. Na tym samym festiwalu (w Konkursie Głównym) miał premierę również Heli.

FILMOGRAFIA

2013 Heli
Film pokazywany w konkursie głównym podczas festiwalu w Cannes

2008 Los Bastardos
Film pokazywany w sekcji Un Certain Regard podczas festiwalu w Cannes

2005 Krew
Film pokazywany w sekcji Un Certain Regard podczas festiwalu w Cannes.
Nagroda krytyków filmowych FIPRESCI

2002 Amarrados
Film krótkometrażowy


Do filmu dołączymy krótką animację Małgorzaty Rżanek „Danse Macabre” pokazywaną na MFF w Cannes w Konkursie CINEFONDATION.
 
„Danse Macabre” reż. Małgorzata Rżanek, Polska 2013, 5 min

"Danse macabre" adaptacja popularnego w średniowieczu motywu tańca śmierci.
Humorystyczna opowieść o przemijaniu, pełna symboli, charakteryzująca się oryginalnym
podejściem do tematu.

Reżyseria: Malgorzata RŻANEK
Muzyka: Magda GRABOWSKA     
Montaż: Malgorzata RŻANEK
Dźwięk: Paweł JANULAJTYS
Animacja: Malgorzata RŻANEK

Na podstawie nadesłanych informacji przygotował zespół redakcyjny [Portal NOwe-MEdia]

 

FacebookRSS FeedPinterest